Tyle ostatnio pojawiało się na blogach tej szarpanej wieprzowiny (pulled pork), że i ja się skusiłam.

Kupiłam wieprzową łopatkę (1 kg), zamarynowałam ją w przyprawach (sól, pieprz, papryka) i w dressingu z oliwy, musztardy, brązowego cukru i przeciśniętego czosnku – całą noc w lodówce.
Potem przełożyłam razem z dressingiem do żeliwnego rondla, podlewając jeszcze nieco oleju i piekłam pomalutku w 160 st. C przez 4 godziny. Początkowo pod przykryciem, a jakąś godzinę przed końcem pieczenia zdjęłam pokrywkę.
Mięso wyszło miękkie i smaczne, i faktycznie można go rozdzielić widelcem na „włosy”.
Myślę, że powinnam mu dać jeszcze jakąś godzinę czy półtorej pieczenia. Pięć – sześć godzin, a byłoby rozpływające się w ustach. Następnym razem zarezerwuję sobie więcej czasu na pieczenie (tym razem zastała mnie północ i już nie chciało mi się dłużej siedzieć i pilnować).
Oprócz typowego zastosowania obiadowego i kanapkowego, proponuję wyszarpane włosy wrzucić na rozgrzaną patelnię z niewielką ilością tłuszczu; zrobią się pysznie chrupiące i w towarzystwie przysmażanych kostek oscypka będą znakomitą przekąską.