Marynuję rydze

Rydze – jak dla mnie – najlepsze są pieczone na blasze, posolone, ułożone ogonkami do góry. Tak piekła moja babcia, no, ale miała prawdziwy piec.
Smażone na patelni też są super. A do mojej domowej spiżarni co roku musi trafić trochę słoiczków rydzy marynowanych.
Zalewę robię zawsze z tego samego przepisu: grzyby wychodzą ostre, ale nie za bardzo, lekko słodkawe – idealne.

rydze marynowane

Na pewno się powtarzam, pewnie rok temu czy dwa, podawałam juz przepis na zalewę, ale co ma ktoś przedzierać się przez czeluście archiwum:))) podam jeszcze raz:
na 4 szklanki wody – 1 szklanka octu spirytusowego
pół szklanki cukru
czubata łyżka soli
Wszystkie te składniki – do rondla i zagotowuje się razem. Zalewa powinna nieco wystygnąć.
Zalewy wystarczy na 6 takich małych słoiczków jak na zdjęciu.

Grzyby, zwłaszcza te blaszkowe trzeba bardzo dokładnie umyć pod bieżącą wodą.
Wrzuca się je na lekko osolony wrzątek i gotuje ok. 10 min, następnie odcedza i odstawia do ostudzenia.
Do każdego wyparzonego słoiczka wkłada się liść laurowy, kilka ziaren pieprzu oraz grzyby i kilka plasterków cebuli pokrojonych w plastry.
Zalewa się grzyby zalewą.
Teraz pasteryzacja: słoiki ustawia się w dużym rondlu, zalewa zimną wodą i na małym ogniu doprowadza wodę do wrzenia (ale tylko tak, żeby woda lekko mrugała). Pasteryzuje się 15 minut.
Po tym czasie wodę odlewam, słoiki wyciągam, odwracam do góry dnem, przykrywam ściereczką i odstawiam do przestygnięcia.

Porydzykowałam sobie…

… czyli grzybowego szaleństwa ciąg dalszy.

… czyli czas na przetwory, na rydze marynowane przede wszystkim!

 

 

 

Robię zalewę dość tradycyjną: na 4 szklanki wody dodaję 1 szklankę octu spirytusowego,  

pół szklanki cukru , łyżkę soli, wszystko mieszam razem i zagotowuję.

Grzyby płukam, większe kroję na kawałki, wrzucam na lekko osolony wrzątek i obgotowuję przez 10 minut. Przecedzam.

Układam w słoiczkach, przekładając grzyby półplasterkami cebuli.

Do każdego słoiczka dodaję: kilka ziaren pieprzu, kilka ziaren ziela angielskiego, 1 listek laurowy.

Zalewam zalewą, zakręcam słoiki, wkładam je do dużego rondla, zalewam zimną wodą, podgrzewam na małym ogniu i od czasu kiedy woda stanie się gorąca, prawie wrząca gotuję 15 minut.

Potem odlewam wodę z garnka, wyjmuję słoiki, obracam do góry dnem i zostawiam do wystygnięcia.

 

 

 

Dodam, że szaleństwo suszenia grzybów mam już właściwie za sobą. Suszę w zasadzie tylko prawdziwki i borowiki, czasem kozaczki, ale te wychodzą bardzo ciemne.

 

 

 

Mrożonek grzybowych też mam już sporo :)))

Po obgotowaniu w lekko osolonej wodzie, lub po podsmażeniu, dzielę na małe porcje, wkładam do woreczków i do zamrażarki. Mam już kurki, maślaczki, trochę prawdziwków i trochę rydzy.