Kuchenny fartuch

Jest w każdej kuchni. Bo po prostu nie może go nie być. Sami wiecie, tu coś pryśnie, tu chlapnie, plamy są na porządku dziennym, a przecież bluzeczki czy sukienki jednak szkoda. Fartuch łatwo wyprać, kupno nowego też nie jest problemem.

Ileż to już fartuszków przewinęło się przez moją kuchnię!

Kiedy widzę jakiś nowy wzór, pokusa zakupu jest często nieodparta.

To mój najnowszy nabytek: ludowy, polski i taki słoneczny!

fartuch polski



Kiedy zobaczyłam go w Cepelii, od razu zaczęłam sobie kalkulować, ileż też jestem w stanie na niego wydać. Podejrzewałam, że – jak to w Cepelii – może być drogi. Myślałam sobie: nooo, pięćdziesiąt… drogo… ale zobaczmy, zobaczyć można…

Ha! okazało się że tylko dwadzieścia cztery! Kupuję!

Zwoziłam fartuchy z różnych zakątków świata, a takiego typowo polskiego jakoś nie miałam.

 

Ostatnio dyżur pełnią u mnie w kuchni fartuch w słoneczniki z Prowansji, angielski w kolorowe koty i „Ani z Zielonego Wzgórza” (towarzyszył książce o kuchni Zielonego Wzgórza, wydanej przez Wydawnictwo Literackie).

moje fartuchy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s