Zapomniane, domowe smaki: kompot

Kiedyś nieodłączny element każdego domowego obiadu. Musiał być. Zmieniały sie tylko smaki, w zależności od sezonowych owoców, które właśnie dojrzewały.

Przypomniałam sobie o kompocie, czytając książkę „Kuchnia na plebanii”; księżowskie gospodynie nadal go nie pomijają.

Ja, niestety nieco o nim zapomniałam, zabiegana, zalatana, jadająca obiady na „jednej nodze”.

A przecież u nas w domu, kiedy żyły babcia i mama, też zawsze był.

Teraz mam wreszcie trochę więcej czasu; czas wrócić do kompotów. Porcelanowy dzbanek z lat pięćdziesiątych jakoś przetrwał i czeka cierpliwie:)

domowy_kompot

Dziś kompot z mrożonych wiśni i jagód.

Gotowanie obiadu zaczynało się od kompotu. Bo musiał wystygnąć.

Zagotowałam w rondlu wodę, wrzuciłam mrożonki, kiedy ponownie zawrzało, gotowałam kilka minut. I przypominałam sobie sztukę jego doprawiania, ile dać cukru, może trochę cytryny…

Wyszedł idealny:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s