Skąd by tu wziąć ową kaffę?

Zastanawiało się nad tym wiele pań domu w XVII-wiecznej Polsce. Kawa robiła furorę.

(zdjęcie allegro.pl)

Upalne tegoroczne lato nie sprzyja kulinarnym eksperymentom. Sprzyja natomiast leniwym popołudniom, przy lekturze, z filiżanką kawy na przykład.

Kiedy myślimy o kawie w literaturze, od razu przychodzi każdemu na myśl „Pan Tadeusz” i jego piękna opowieść o kawiarce w szlacheckim domu. To zna każdy.

Ale czy znacie równie piękny (a może i piękniejszy) opis zalet kawy i sposobów jej parzenia z książki Andrzeja Stojowskiego pt. „W ręku Boga”? To sequel „Trylogii” H. Sienkiewicza.

Spotkamy tu pana Zagłobę, pana Sobieskiego, Krzysię Ketlingową i Basię Wołodyjowską. Oprócz ciekawej i wartkiej akcji, jest dużo pięknych opisów zwyczajów dnia powszedniego. Ot, choćby ten, opowiadający o przyjmowaniu gości. Pan Kotficz, zaufany pana Sobieskiego, podejmuje w swoim domu bohaterów „Trylogii”, podając najnowszą kulinarną ciekawostkę – kawę.

 

„- Zechciej pani –zwrócił się do żony, która dotąd milcząc przysłuchiwała się rozmowie – kazać nam podać kafy, abyśmy się tu mogli przekonać dowodnie o błogosławionych zaiste zaletach onego napoju. My wszyscy – rozejrzał się wkoło pan Kotficz – którym przychodziło mniej czy więcej poznać tureckie obyczaje, ani myślelibyśmy negować, że kafa rozjaśnia umysł, przepędza sen, budzi ducha. Zaiste wiele kafie zawdzięczają Turcy, a my Turkom winniśmy wdzięczność, że owo ziarno niepozornych krzewin wyrosłych w krainie królowej Saby rozpowszechnili, poprzez miasto Caffa w Arabii, gdzie sławny targ na ono ziarno, aż po granice Rzeczpospolitej. A państwo wszyscy, co powiecie? Pokosztujecie kafy?

– Prosimy! Chcemy kafy! – zawołali.

 

– Mówią, że kafa droga, że wielkopański to nawyk, przecie przepłacić kafy nie sposób. Cała rzecz w tym, by warzeniem kafy sposobnym, czy to po polsku z miodem, pod kożuszkiem śmietankowym zapiekanej, czy to kafy mocca, jak ja Turczynowie, czy Arabowie alias Beduiny piją, czy to kafy kapucyńską modą doprawionej czekuladą z utłuczoną korą arboris cinamoni, jak jej w Italiej zażywają radzi, nie ująć kafie wigoru, a przeciwnie, ukrzepić jej nieporównane smaku i aromatów przymioty (…) ciągnął pan Zagłoba, wsłuchując się z lubością w szelest kawowego ziarna sypanego z puszki perskiej, barwistymi emaliami zdobnej, w młynek mosiężny, niczym laska długi. Ułowił zaczem ziarno jedno, poniuchał, obracał w palcach patrząc, czy nie za mocno upalone, aż w gębę biorąc żuł, gorzkawym smakiem widocznie udelektowany. Pan Kotficz tymczasem jął obracać korbką u młynka.

(…) I przypatrywał się uważnie, jak się w tygielki z miedzi pobielanej, wodą zimną wypełnione, sypie miał kawowy, cienki niczym mąka, dokłada po łyżeczce cennego trzcinowego cukru, gdzieś znad Eufratu przywiezionego. Zaczem na żarzących się węglach drzewnych, w piecyku stosownym na stole ustawionym, tygielki owe rozgrzewa się, aż zakipi piana. Drażniący aromat kafy sprawił, że aż Baśka i Krzysia uniosły głowy. Niecierpliwie czekały.

Patrzały, jak wypełniają się kafą błękitne farfurki niezmiernej zapewne rzadkości i ceny, perskiej roboty, jak pan Kotficz zapewniał. Poczęstunek pozwalał zapomnieć o codzienności letniego ogrodu, zwyczajności sąsiedzkich odwiedzin.

Półleżąc w wystawionych na podcienia ganku otomanach, pokrytych barwistymi poduszkami z kosztownych tkanin, wdychając zapach kafy pomieszany z wonnymi aromatami ambry i olejków, bądź pomarańczowych, bądź różanych, unoszących się z tlejących lamp, czuli się przeniesieni w świat tajemniczej, grzesznej lubieżności Orientu, jeszcze nim zdążyli zakosztować słodkiej goryczy wrzącego przed chwilą napoju.

– Oooch! – westchnęła tylko Krzysia, gdy jej nabrzmiałe wargi dotknęły farfurki.

– Tam, do diaska! – wykrzyknęła Baśka, u której w chwilach szczególnych wzruszeń pojawiały się na ustach gminne, stajenne wyrazy.

 

– Jeszcze kafy? A co panie mniemają o zaletach onej? – pytał pan Kotficz uprzejmie.

– Gorzka i parząca! – szczerze odpowiedziała Baśka, główką potrząsnęła, aż dodała z rezolucją wielką: – Ta kafa się nie przyjmie. Po dawnemu dam żurek na kiełbasie warzyć na śniadanie albo piwną polewkę!

Krzysia chwilę nie odpowiadała, wstyd jej było za Baśkę. Zastanawiała się nad odpowiedzią.

– Pozwala nam ta kafa choć chwilę nie pomnieć o dniu powszednim. Przenosi myśli nasze w inny świat, wyśniony. Bliższy nam jak prawdziwy, bo właśnie nasz własny. Kafa to ułuda snu… Choć powiadają, że pono rozbudza. Lecz sądzę, że się kafa przyjmie u nas, będą ją pili wszyscy, co potrafią marzyć….”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s